Bóg chce, abyśmy w naszym życiu dali szansę na to, by On mógł dokonać wielkich rzeczy w naszym powołaniu. Dla każdego z nas Pan Bóg ułożył plan. Co więcej, podarował nam talenty i zdolności, abyśmy jak najlepiej spełniali nasze powołanie. Z naszej strony pozostaje nam pozwolić, aby Bóg mógł ten plan realizować. Przykład Niepokalanej pomaga nam i jest dla nas zachętą, aby nie zmarnować tego, co otrzymujemy każdego dnia od Boga. A jednym z darów, który otrzymaliśmy choćby w sakramencie chrztu świętego, jest powołanie do świętości.
W tej dzisiejszej Ewangelii Jezus najpierw odpuszcza grzechy. To jest najważniejsze. Bo to grzech jest największym paraliżem człowieka. On paraliżuje ludzkie serce i życie w rodzinie. Przygotowując się do świąt, pamiętajmy o tym. Z wiarą przystąpmy do spowiedzi adwentowej i innych do niej zachęcajmy. Niech każdy przed świętami usłyszy: Człowieku, odpuszczone są ci twoje grzechy. Wtedy święta nie będą „imprezą” zimową, ale prawdziwym spotkaniem z przychodzącym Chrystusem, Bogiem z nami.
Słyszymy o tym w dzisiejszej Ewangelii. Mówi Jezus: Jak wam się zdaje? Jeśli ktoś posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich, to czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się błąka? Chrystus, na którego przyjście czekamy, tak właśnie czyni. On przyszedł, by szukać tej jednej – tej, która się zabłąkała. Gdy ją odnajdzie, dopiero wtedy „wszystko będzie dobrze”. Powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały.
Bóg jest przychylny człowiekowi. Posłał swojego Syna, aby nas zbawić. Zaprasza nas ciągle do siebie, bo chce nas pokrzepić i umocnić. Chce nas nauczyć, że w cichości i pokorze jest nasze ukojenie. Wiele spraw będzie lżejszych, gdy znajdziemy czas i przyjdziemy do Niego.
W Adwencie trzeba nam na stawać się „wielkimi” głosicielami Chrystusa. Przyjmować Jego zapewnienie, że nas wspomoże, przemieni w „młocarskie sanie” – jak o tym pisał dziś prorok Izajasz. To Bóg będzie tego dokonywał. Nie my. Każę wytrysnąć strumieniom na nagich wzgórzach i źródłom wód w pośrodku nizin. Zamienię pustynię w pojezierze, a wyschniętą ziemię w wodotryski. (…) Ażeby zobaczyli i poznali, rozważyli i pojęli wszyscy, że ręka Pańska to uczyniła, że Święty Izraela tego dokonał.
Narzeka dzisiaj Jezus na rozkapryszone i ciągle nie zadowolone pokolenie ludzi. Nie zauważyli oni ani przyjścia Jana Chrzcielna, ani przyjścia Chrystusa. Widzieli w nich coś „nie tak”. Nie otwarli swojego serca i umysłu na prawdę Bożą. Myśleli, że to oni myślą poprawnie. Nie „pomyśleli” o Chrystusie, o tym, że to On ma rację. Wytłumaczyli sobie odrzucenie Jana Chrzciciela i odrzucenie Chrystusa swoimi „teoriami”, usprawiedliwili siebie.
Przyjąć Chrystusa, to przyjąć tych, co przychodzą w jego Imię. Zacząć żyć tym, co mówią. Każdy bowiem prorok nie głosi swojej prawdy, ale prawdę Bożą. Tak było u Eliasza, tak było u Jana Chrzciciela i tak być powinno u nas. My też się mamy stać zwiastunami Dobrej Nowiny. Na mocy sakramentu chrztu mamy uczestniczyć w prorockiej misji Chrystusa. Nie bać się, że zostaniemy nierozpoznani, że nas nie będą chcieli przyjąć. Naszym zadaniem jest iść i głosić. Nie tyle nawracać, ale głosić.
W tę kolejną adwentową niedzielę chciejmy się zatrzymać nad bardzo ważną częścią Mszy św. – nad liturgią słowa. Bóg mówi do mnie i o mnie. Biblia to list Boga do mnie, do swojego dziecka. Trzeba się na to słowo Boga otworzyć, wsłuchać! Jak się wsłuchać w słowo Boga, jeśli w moim wnętrzu i wokół mnie tyle hałasu, szumu, tyle rozproszeń. Starożytna reguła chrześcijan brzmi: „Słowo Boże, które słuchasz, które czytasz mówi o tobie i mówi do ciebie”.
Czas Adwentu jest dla nas przypomnieniem przyjścia na świat Gwiazdy z Jakuba – Jezusa Chrystusa. Bóg wkroczył w dzieje człowieka i pozostaje z nim aż do wypełnienia się czasów.
Od dzisiaj wchodzimy w bezpośrednie przygotowanie do świąt Bożego Narodzenia. Kościół, troszcząc się o należyte przygotowanie, wprowadził „oktawę” – osiem dni, które krok po kroku doprowadzą nas do 25 grudnia. W pierwszym dniu „oktawy” czytamy początek Ewangelii według św. Mateusza. Ukazany jest rodowód Jezusa. Ten czasem denerwujący ludzi tekst, który jest czytany podczas świątecznej liturgii słowa, w gruncie rzeczy posiada swoje doniosłe znaczenie. Dla nas ma cenną wartość. Wykazuje on bowiem, że przychodzący na świat Syn Boży – Mesjasz i Zbawiciel – jest jednym z nas. Jezus jest człowiekiem z krwi i kości, podobnym do nas oprócz grzechu. Przez to, że stał się człowiekiem, Bóg jest nie tylko oderwanym pojęciem czy wzniosłą ideą.